Wyprosili Polkę ze spotkania twórców filmów dla dzieci, bo… przyszła z dzieckiem. Skandaliczna sytuacja na konferencji w Szwecji

– Najwygodniej dla całego społeczeństwa byłoby, żeby na czas opieki nad dzieckiem matka schowała się w domu. Dziecko nie przeszkadza, ja się nie rozwijam, mija kilka lat i wynurzam się z pieczary. Tylko rola mamy nie jest jedyną moją rolą w życiu. Nie chcę siedzieć w domu, potrzebuję się rozwijać, realizować pomysły i plany – mówi dziennikarka Agnieszka Żądło, która została w skandaliczny sposób wyproszona z warsztatów podczas międzynarodowego wydarzenia branżowego m:brane w Szwecji. Post, w którym opisała kulisy tej sytuacji, szybko poniósł się po intrenecie, a nam dziennikarka zdecydowała się opowiedzieć więcej na temat tego, co spotkało ją w Malmö jako dokumentalistkę i mamę 9-miesięcznej córeczki.
Bo dziecko przeszkadza
Malmö – miasto w południowej Szwecji. Kraju, który jawi się jako progresywny i włączający, który stawiany jest za wzór w kwestii polityki socjalnej, prorodzinnej, poszanowania praw kobiet i podejścia do osób słabszych i wykluczonych. W połowie marca odbyła się tam 19. edycja międzynarodowego wydarzenia m:brane, które zrzesza ponad 200 ekspertów branży filmowej z całej Europy. Finansowane ze środków unijnych wydarzenie w samym centrum stawia dziecko, bo to właśnie do młodych odbiorców w wieku 3-18 lat skierowane są niezależne treści, które ich twórcy prezentują podczas spotkań.
Dokument Agnieszki Żądło, rozwijany w ramach warsztatów Centrum Kultury Filmowej, jest jedynym projektem z Polski wybranym przez organizatorów m:brane. Wieść o tym napawa młodą dokumentalistkę entuzjazmem, bo to niebywała szansa na zyskanie finansowania i partnerstw. Agnieszka chce polecieć do Szwecji wraz z 9-miesięczną córką Marianną. Karmi ją piersią i z tego powodu nie może zostawić małej w Polsce na tyle dni. Do tego dochodzi aspekt emocjonalny: nie rozstawała się z nią od momentu narodzin. Fakt obecności córki postanawia jednak najpierw skonsultować z tutorkami programu „Skok w Dok”, w którym bierze udział od września i który współpracuje z m:brane.
– Wszystkim nam się wydawało, że skoro to Szwecja, w dodatku wydarzenie przeznaczone dla twórców contentu dla dzieci, to czymś kompletnie nieprzyzwoitym byłoby, gdyby nie wpuścili matki karmiącej piersią z dzieckiem – wspomina dziennikarka „Newsweeka” Agnieszka Żądło w rozmowie z Hello Zdrowie.
Ponadto podczas spotkania organizacyjnego na zoomie informuje jednego z pracowników, że przyleci do Malmö z 9-miesięczną córeczką. Ten nie widzi problemu. Agnieszka przezornie zamieszcza taką informację też w kwestionariuszu dla uczestników. I znów: żadnych obiekcji. – To uśpiło moją czujność – zauważa.
W Szwecji ląduje wraz z córką i project managerką z Centrum Kultury Filmowej Karoliną Śmigiel.
– Nie poleciałam tam, żeby kręcić aferę, eksponować siebie jako matkę z dzieckiem. Nie taki był mój cel. Dziecko było przy okazji, bo nie miałam innej możliwości. Pojechałam tam jako twórczyni filmowa z moim projektem, żeby usłyszeć feedback od tutorów, innych uczestników, spotkać się z producentami, co-producentami i instytucjami filmowymi z Europy, które byłyby zainteresowane moim filmem – tłumaczy.

Agnieszka Żądło i Karolina Śmigiel na konferencji m:brane w Szwecji / fot. archiwum prywatne
Na miejscu zapala jej się pierwsza lampka ostrzegawcza, bo dyrektor generalny wydarzenia Lennart Ström jest wyraźnie zaskoczony obecnością dziecka. Przed rozpoczęciem warsztatów rzuca w kierunku Agnieszki komunikat: „Jak będzie sytuacja awaryjna, to poproś Karolinę o przejęcie opieki”. Polecenie to dokumentalistka traktuje jako bardzo nie na miejscu.
– Karolina jest serdeczną i niezwykle empatyczną osobą, ale pojawiła się tam – tak jak ja – zawodowo, nie w roli niańki. Niezrozumiałe od początku było dla mnie, że organizatorzy dali sobie prawo do tego, żeby delegować ją jako opiekunkę – podkreśla Agnieszka.
Stara się jednak nie zrażać lodowatym tonem organizatora i udaje się wraz z córką na warsztaty Real Young Development, podczas których chce zaprezentować swój projekt. Wcześniej wielokrotnie zabierała ze sobą Mariankę na różne spotkania czy wydarzenia filmowe. Nigdy nie doświadczyła z tego powodu jakichkolwiek nieprzyjemności.
– Mam dość rozsądny ogląd na takie sytuacje i reaguję, jeśli moje dziecko przeszkadza – wspomina. – Jeśli mała płakałaby, strasznie krzyczała czy hałasowała, to wyszłabym, ale nic takiego nie miało miejsca. Nie było nadmiernych reakcji – wyjaśnia.
Mimo to po około godzinie warsztatów do Agnieszki niespodziewanie podchodzi jedna z ekspertek, Annette Brejner, dyrektorka artystyczna wydarzenia, po czym – jak opisuje dziennikarka w swoim poście – kobieta łapie za wózek spacerowy i surowym tonem prosi dokumentalistkę, żeby opuściła wraz z córką spotkanie.
„Jestem w szoku, więc zabieram dziecko i posłusznie wychodzę z sali. Kobieta tłumaczy mi, że nie po to uczestnicy płacili duże pieniądze za udział, żeby teraz dekoncentrowało ich jakieś dziecko” – pisze w swoim wpisie na Facebooku. „Sekunduje jej dyrektor generalny wydarzenia Lennart Ström i mówi, że mam zadzwonić po Karolinę, żeby przejęła opiekę nad dzieckiem” – dodaje.
„Nie walcz, z matką nie wygrasz”
Cała wymiana zdań odbywa się na klatce schodowej. Organizator po jakimś czasie proponuje Agnieszce, żeby przekazała córkę pod opiekę jednemu z pracowników. Żądło nie zgadza się jednak na takie rozwiązanie, bo nie chce, by jej dzieckiem zajmował się zupełnie obcy mężczyzna.

Konferencja m:brane w Szwecji / Zdjęcie: Archiwum prywatne
Po chwili ktoś przynosi jej rzeczy, co jest dla niej jasnym sygnałem, że została wykluczona z warsztatów. Ponosi więc podwójną stratę: i emocjonalną, i zawodową. I zaznacza, że to właśnie z inicjatywy m.in. Lennarta wzięła udział w tym wydarzeniu. To on wybrał jej projekt do warsztatów, opisując go jako „brilliant”.
– Dyrektor przekazał uczestnikom, że warsztat skończy się wcześniej, bo ja „opuściłam wydarzenie”, tak jakby to była moja dobrowolna decyzja. Okazało się, że moje kompetencje nie miały tu znaczenia. Liczyło się to, że przeszkadzam z dzieckiem – mówi Agnieszka. – Skurczyłam się do poziomu popychadła. Zostałam potraktowana bardzo przedmiotowo i znam ten mechanizm doskonale. On jest typowy dla oprawców, którzy tak umniejszają drugiej osobie, by poczuła się winna. I ja się w tamtym momencie poczułam winna, choć intuicyjnie wiedziałam, że jestem ofiarą tej sytuacji, a nie sprawcą – dodaje.
Agnieszka czuje się upokorzona, zdyskryminowana i pozostawiona sama sobie. Na szczęście pojawia się Karolina Śmigiel, która najpierw zabiera ją i jej córkę do kawiarni, by uspokoić nerwy, a później wstawia się za nią u głównego organizatora. Ten jednak nie przyjmuje uwag. Mało tego, pozwala sobie na niewybredny komentarz pod adresem uczestniczki warsztatów.
„Twierdzi, że to ja jestem niedorosła, bo gdybym nie była, umiałabym się zająć dzieckiem. Dzień później widzę go na głównej sali, jak z zachwytem ogląda film o prawach człowieka, w tym o prawach kobiet” – wspomina we wpisie na Facebooku Agnieszka.
Lennart podkreśla, że sam ma czwórkę dzieci, ale to jest sytuacja zawodowa i nie ma w niej miejsca dla dzieci z uwagi na dobro całej grupy. Pracownik go podobno ostrzegał, że „z matką nie wygra, więc nie warto walczyć”.
– Co za pokrętna, symptomatyczna ścieżka myślenia, że matka ma być przeciwnikiem – komentuje Agnieszka.
W kolejnych dniach kobieta decyduje się wziąć udział w spotkaniach z producentami. Prosi pracowników m:brane o pomoc w znalezieniu kogoś znajomego do opieki nad dzieckiem, ale bez skutku. Jest zmuszona szukać na szybko w obcym kraju opiekunki do Marianki na kilka godzin. O to też ma żal do organizatorów, bo gdyby dali jej jasny sygnał, że dziecko nie jest mile widziane na wydarzeniu, inaczej by zareagowała.
Agnieszka zwraca uwagę na potrzebę bardziej nowoczesnego podejścia do aktywnych zawodowo mam.
– Mam nadzieję, że moja historia skłoni do refleksji organizatorów innych wydarzeń i w przyszłości rozważą różne formy wsparcia, tj. zapewnianie animacji, opiekunek, kącików dla dzieci, żeby matki mogły przez ten czas skupić się na swojej działalności zawodowej, szczególnie jeśli to odbywa się za granicą. Podstawą jednak zawsze i wszędzie musi być empatia i szacunek. To nie tylko kwestia równouprawnienia, ale podstawa ludzkiej godności – mówi.
W rozmowie z Hello Zdrowie podkreśla, że ta sytuacja skłoniła ją na nowo do zastanowienia się nad rolą matki w społeczeństwie.
– Powstają żłobki przy uniwersytetach, przy zakładach pracy, przewijaki w wielu miejscach są standardem, często są też w toaletach pieluchy. Na spotkaniach online słychać dzieci. Polityczki karmią piersią dzieci w parlamencie. Nawet bardzo konserwatywne posłanki z Konfederacji przychodziły do Sejmu z dziećmi. I owszem, są to nadal incydentalne przypadki, ale pokazują pewną zmianę w myśleniu i chęć przełamywania barier. Wydawałoby się, że tyle się zmieniło, a okazuje się, że wciąż są wyrwy w systemie – mówi.
Matka pariasem świata
– Najwygodniej dla całego społeczeństwa byłoby, żeby na czas opieki nad dzieckiem matka schowała się w domu. Dziecko nie przeszkadza, ja się nie rozwijam, mija kilka lat i wynurzam się z pieczary. Tylko rola mamy nie jest jedyną moją rolą w życiu. Nie chcę siedzieć w domu, potrzebuję się rozwijać, realizować pomysły i plany – podkreśla w rozmowie z Hello Zdrowie Agnieszka.
Na jej wpis, w którym opisuje, co spotkało ją w Malmö, reaguje wiele kobiet. Dzielą się swoimi doświadczeniami związanymi z łączeniem bycia mamą z pracą zawodową i rozwojem. Wyłania się z nich smutny wniosek, że matka jest pariasem świata.

Agnieszka Żądło opuściła konferencję na polecenie organizatorów m:brane / Zdjęcie: Archiwum prywatne
Reżyserka i wykładowczyni Agnieszka Korytkowska pisze, że na egzaminie do szkoły teatralnej chciała przepuścić w kolejce koleżankę, żeby móc nakarmić dziecko. Na co członek komisji odwarknął pytaniem: „chcesz być reżyserką czy matką?”. Takich historii jest więcej. Głos zabiera też między innymi dziennikarka Anna Tatarska, która ujawnia, że nie chciano jej przed laty wpuścić na festiwal w Cannes.
„W 2017 roku byłam ze starszym, wówczas pięciomiesięcznym synem w Cannes na festiwalu. Szefowa biura prasowego też robiła mi trudności, nieprzyjemności. Nie zapomnę maila sugerującego, że moja chęć wniesienia niemowlęcia na teren pałacu festiwalowego to ‘nieudolność’ i że jeśli nie umiem tej kwestii ogarnąć (w domyśle zostawić maleńkiego dziecka w domu na dwa tygodnie), to jestem nieprofesjonalna. Ale nie tylko dla mnie było to oburzające i kolejne lata przyniosły wiele zmian na lepsze. Łącznie z punktem opieki dziennej dla dzieci profesjonalistów podczas wydarzenia… Twoje oburzenie i intuicja, że stało się coś niewłaściwego, są słuszne” – przyznaje, zachęcając autorkę wpisu do wywierania presji na organizatorach wydarzenia w Szwecji.
„Ta sytuacja wepchnęła mnie w kąt”
Na m:brane w Malmö zabrakło empatii, poszanowania praw i transparentności. Co prawda trudno wyobrazić sobie, żeby organizatorzy wydarzenia, które skupia twórców filmowych dla dzieci, oficjalnie ogłosili zakaz wstępu dzieciom. Takiej laurki nie chcieli sobie wystawić, ale wystawili sobie gorszą: wyprosili matkę z kilkumiesięcznym dzieckiem, nazywając ją „niedorosłą”, bo nie zapewniła na czas trwania warsztatów opieki dla córki.
– To we mnie tak bardzo uderzyło, bo zawsze starałam się szukać rozwiązań, pokonywać przeszkody, które towarzyszą łączeniu macierzyństwa z pracą i pasją. Poza Marianką mam też 14-letniego syna i byłam aktywna krótko po tym, jak się urodził. Zawsze wyznawałam przekonanie, że dziecko nie jest jakąś wielką przeszkodą, że można się rozwijać, łączyć role prywatne i zawodowe, i się w nich spełniać. Coraz częściej dowiaduję się, jak cholernie jest to trudne – przyznaje.
I dodaje, że choć od pobytu w Szwecji minęło kilka dni, to nadal budzi on w niej silne emocje.
– Za każdym razem, kiedy wychodzę do sklepu, boję się, że moje dziecko zacznie płakać, będą krzywe spojrzenia i znów staniemy się problemem. Przestałam zabierać dziecko na warsztaty filmowe, mimo iż od września do marca Marianka regularnie mi towarzyszyła. Kiedy jest to możliwe, dzieckiem zajmuje się partner, ale to też nie takie proste, bo wychowujemy wspólnie jeszcze trójkę dzieci i mamy psa. Pozostaje mi zadłużać się na opiekunki, bo tak bardzo nie chcę przeżyć jeszcze raz tego, co mnie spotkało w Szwecji. Mam poczucie, że ta sytuacja wepchnęła mnie w kąt, chociaż walczyłam, żeby tak się nie stało – wyznaje.
Podkreśla, że równie stresujące jest dla niej wyjście z osobistą historią do ludzi i upominanie się o własne prawa, szczególnie że wśród lawiny pozytywnych komentarzy pojawiła się też krytyka: to nie było miejsce dla dziecka, po co je tam zabierała. Niektórzy buntują się, że Agnieszka łączy tę sytuację z kulturą patriarchatu i seksizmem, bo przecież inicjatorką była kobieta. Ona i inne kobiety tłumaczą, że w kulturze patriarchatu nie ma znaczenia płeć sprawcy, a premiowanie określonych cech.
– Większość osób przekazywała jednak wyrazy wsparcia, co podniosło mnie na duchu i zachęciło do tego, żeby nie poprzestać na wpisie w mediach społecznościowych. Organizatorzy jednego z najbardziej prestiżowych polskich festiwali już zareagowali i powiedzieli, że nie będą zapraszać Lennarta na swoje wydarzenia, pewna producentka wykreśliła m:brane ze swojej listy, gdzie chciała zgłaszać swoje projekty. Dostałam też kontakty do szwedzkich mediów, propozycję napisania do ambasady Szwecji w Polsce, do Instytutu Kultury Polskiej w Szwecji. Chcę skorzystać z tej ścieżki – podsumowuje.
Rozwiń
Zobacz także

„Można być samemu i nie czuć się samotnym. Każdy człowiek jest istotą skończoną i nie potrzebuje drugiego, by go dopełnił”

Ciężarna nauczycielka opisała, co spotkało ją w kolejce. „Czemu takie coś robi kobieta kobiecie?”

Nie ma smartfona, tylko Nokię 3310, i nie zamierza tego zmieniać. Halszka Witkowska: „Nie do wszystkich zmian technologicznych dorośliśmy”
Podoba Ci się ten artykuł?
Powiązane tematy:
Polecamy

Ciężarna nauczycielka opisała, co spotkało ją w kolejce. „Czemu takie coś robi kobieta kobiecie?”

Naukowczyni, która ściga się z rakiem. Dr Katarzyna Klonowska: „Walczymy z czasem”

Olga Bończyk o bezdzietności: „Kiedyś usłyszałam, że jestem egoistką, bo żyję dla siebie”

Serial, który jest na ustach wszystkich. Dyskutują o nim rodzice, politycy, eksperci. „Smutna opowieść o tym, że dzieci nie mają dzieciństwa”
się ten artykuł?